RPA
RSS
środa, 14 stycznia 2009
Mafikeng, Mafeking

Mafikeng, Mafeking – miasto w Republice Południowej Afryki, stolica Prowincji Północno-Zachodniej.

Miasto położone jest 1400 km na północ od Kapsztadu i 790 km na południowy wschód od Bulawayo. Od Johannesburga dzieli je odległość 290 km. W 2001 roku populacja Mafeking wynosiła 49 300 mieszkańców. W odległości ok. 25 km znajduje się granica z Botswana. Niedaleko miasta znajduje się pole złotonośne Madibi goldfields około 15 km na południe.

13:44, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 grudnia 2008
HIV/AIDS
Rozprzestrzenianie się AIDS (nabyte niedoborem immunologicznym syndrome) jest niepokojący problem w Republice Południowej Afryki w wysokości do 31% kobiet w ciąży uznano za zakażone HIV w 2005 r. oraz częstości występowania zakażeń wśród dorosłych szacuje się na 20%. [81] Związek między HIV, wirus rozprzestrzeniała się przez kontakty seksualne, i AIDS było długo kwestionowane przez prezydenta Thabo Mbeki przed, a następnie minister zdrowia Manto Tshabalala-Msimang, którzy utrzymywali, że wiele ofiar śmiertelnych w kraju z powodu niedożywienia, a co za tym idzie biedy, a nie HIV . [82] W 2007 r., w odpowiedzi na presję międzynarodową, rząd starał się walczyć sida. [83] We wrześniu 2008 r. Thabo Mbeki został ousted przez ANC i Kgalema Motlanthe został mianowany na okres tymczasowy. Jednym z Panem Motlanthe pierwszego działań było zastąpić panią Tshabalala-Msimang z obecnego ministra, Barbara Hogan.

AIDS dotyka głównie osób aktywnych seksualnie i jest znacznie bardziej rozpowszechnione w czarnej ludności. Większość ofiar śmiertelnych to ludzie, którzy są również aktywny gospodarczo, w wyniku czego wiele rodzin traci swoje pierwotne otrzymujących wynagrodzenie. To zaowocowało w wielu "sierot AIDS", która w wielu przypadkach zależy od państwa opieki i wsparcia finansowego. [84] Szacuje się, że istnieją 1200000 sierot w Republice Południowej Afryki. [84] Wiele osób w podeszłym wieku również stracić wsparcia z utraconych młodszych członków ich rodzin. Około 5 milionów ludzi jest zarażonych choroba
13:51, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 października 2008
Wolne Państwo
Wolne Państwo (ang. Free State, afrikaans Vrystaat, sesotho Foreistata) – prowincja w Republice Południowej Afryki. Od południowego wschodu graniczy z Lesotho. Do 9 czerwca 1995 r. prowincja nosiła nazwę Wolne Państwo Orania.
18:32, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 sierpnia 2008
KwaZulu-Natal

KwaZulu-Natal - prowincja Republiki Południowej Afryki zamieszkana głównie Murzynów grupy ludów Bantu. Powstała w 1994 roku w wyniku włączenia bantustanu KwaZulu do prowincji Natal. Największe miasto i zarówno ośrodek przemysłowy to Durban. W latach 1839-1843 istniała na tym terytorium republika burska o nazwie Natal. Prowincja stanowi tradycyjną ojczyznę Zulusów.

14:11, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 maja 2008
Gauteng
Gautengprowincja w Republice Południowej Afryki, utworzona w 1994 roku z prowincji Pretoria-Witwatersrand-Vereeniging.

Gauteng to najlepiej rozwinięta gospodarczo prowincja RPA. Znajduje się tu najważniejszy obszar górniczo-przemysłowy tego kraju – Witwatersrand. Największe znaczenie ma hutnictwo żelaza i metali nieżelaznych. Ponadto przemysł maszynowy, środków transportu, chemiczny, cementowy, elektrotechniczny, włókienniczy, spożywczy, tytoniowy, szklarski, poligraficzny i skórzany. Znajdują się tu także szlifiernie diamentów. Najważniejsze ośrodki przemysłowe to: Johannesburg, Tshwane, Vanderbijlpark, Krugersdorp, Vereeging, Germiston, Benoni i Springs. W wydobyciu największe znaczenie mają rudy uranu, złoto, diamenty i węgiel kamienny. Uprawia się zboża, warzywa i drzewa owocowa oraz hoduje się bydło. Główne węzły komunikacyjne to Johannesburg i Tshwane.

15:24, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 kwietnia 2008
Placówki dyplomatyczne RPA
Ambasada Republiki Południowej Afryki ul. Koszykowa 54 00-675 Warszawa tel. 625 62 28, 625 62 33, 625 72 39 fax 625 62 70 e-mail: saembassy@supermedia.pl
11:15, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
Historia RPA
Pierwotnie obszar RPA zamieszkiwany był przez Buszmenów i Hotentotów. Jednak zostali oni wyparci przez nacierające ludy Bantu w IX wieku.

Pierwszym Europejczykiem, który opłynął Przylądek Dobrej Nadziei był Portugalczyk Bartomoleo Diaz. Później dotarł tu jego rodak Vasco da Gama (1497 r.)

W 1652 roku założona została tu przez holenderską Kompanię Wschodnioindyjską pierwsza placówka handlowa- Kapsztad. Holenderscy osadnicy, zwani później Afrykanerami bądź Burami, zasiedlali coraz to nowe tereny rolnicze, stykając się z ludami Bantu.

W latach 1795- 1910 Kraj Przylądkowy (taką wówczas RPA nosiło nazwę) należał do Wielkiej Brytanii.

Niezadowoleni z nowej władzy Burowie wędrowali w głąb kraju w poszukiwaniu nowych ziem uprawnych. Przyczyniło się to do stopniowego wypierania ludności czarnej z tych terenów. Po licznych walkach z ludami Bantu, utworzyli w 1838 roku Republikę Natal, a po jej zajęciu przez Anglików, w 1852 roku powstała Republika Transwalu i Wolne Państwo Orania (1854).
13:16, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 marca 2008
Republika Południowej Afryki
Republika Południowej Afryki jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej niezwykłych krajów na świecie, oferującym każdy możliwy rodzaj spędzania wolnego czasu, począwszy od zwiedzania nowoczesnych metropoli, np: Pretoria, Johannesburg a skończywszy na dzikich plażach lub możliwości obserwowania zwierzyny w ich naturalnym środowisku.

W użyciu jest tutaj 11 językow urzędowych, co jest dowodem że spotkacie tutaj państwo wiele odmiennych afrykańskich kultur. Z pewnością, jest to wymarzone miejsce do odwiedzenia.
Dzięki oryginalnej budowie geologicznej PRA posiada ogromne ilości bogactw naturalnych.

Odwiedzana jest przez tysiące turystów z Europy, głównie Niemców, Anglików i Szwajcarów. 40% dochodu narodowego pochodzi z turystyki.
14:05, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lutego 2008
Wspomnienia z RPA
Kiedy na moim pierwszym safari w Kenii przewodnik podjechał zbyt blisko do grupy lwic, byłam przerażona.

Spodziewałam się, że dzikie zwierzęta ogląda się z daleka. Nie znałam zasad, jakich należy przestrzegać w buszu. Nie umiałam ocenić bezpieczeństwa, jakie dawało mi to, że siedzieliśmy w ciężarówce.

Tamtego dnia patrzyłam lwicy w oczy z dziesięciu metrów. Nie przypuszczałam, że w niedalekiej przyszłości będą to dwa-trzy metry, a po latach dwuletnia lwica Tsamu będzie biegła metr przede mną.

Już wtedy podziwiałam ludzi, którzy lata swojego życia poświęcili obserwacji zachowania lwów.
Joy i George Adamson całe życie „chodzili ze swoimi lwami”. Historia ich życia połączonego z życiem lwicy Elsy i jej potomków jest zawsze w mojej głowie, kiedy ruszam z Nairobi w kierunku ich farmy na północy Kenii. Adamsonowie z powodu swojej miłości do lwów i Afryki byli niewygodni dla kłusowników i z ich ręki zginęli.

Ich lwy „przejął” Garreth Patterson, który od kilkunastu lat prowadzi rezerwat w Botswanie, w którym uczy lwy wychowane wśród ludzi jak przeżyć na wolności i jak unikać swojej dawnej, „ludzkiej” rodziny.
To on właśnie pomógł rodzinie Krugerów z RPA znaleźć bezpieczne miejsce dla ich Leo w jednym z rezerwatów Zimbabwe. Kobie Kruger, żona rangera, opisała 17 lat życia swojej rodziny wśród dzikich afrykańskich zwierząt w parku narodowym Krugera w kilku książkach. Jedną z nich w dużej mierze poświęciła Leo. Po znalezieniu przez jej męża porzuconego przez matkę młodego lewka, rodzina zdecydowała się nim zaopiekować. Leo był dużym, prawie trzyletniem lwem, kiedy władze parku zdecydowały, że nie może dłużej mieszkać z ludźmi. Wtedy pomógł Garreth Patterson.
Często patrzyłam na zdjęcia Joy Adamson w objęciach Elsy i Kobie Kruger przytulonej do Leo i myślałam jak bardzo im zazdroszczę.

Kilka lat później po pierwszym safari w Kenii, jesienią 1999 roku wzięłam udział w kursie przewodnika po buszu w Republice Południowej Afryki. Po to, aby zrozumieć Afrykę i po to, żeby się nie bać nieznanego. Nauka buszu okazała się jedną z piękniejszych przygód w moim życiu. A koty – afrykańskie koty – stały się dla mnie najważniejsze. Niezmiennie budzą mój największy respekt.

Zawsze chciałam „chodzić z lwami”. W zeszłym roku zaczęłam szukać miejsc, w których żyją lwy-sieroty. 
„Czy pozwoli mi Pani przyjechać na dłużej? Na 10 dni? Czy pozwoli mi Pani zobaczyć lwy?” „Czekamy na Ciebie.”

O farmie Tshukudu i jej właścicielach nie wiedziałam wiele. Słyszałam, że Ala Kuchcińska-Sussens jest z pochodzenia Polką, że oprócz lodgu na farmie znajduje się projekt zamieszkiwany przez ponad 60 lwów, z których kilka jest sierotami. To ich obserwacja i fotografowanie było moim celem.

Kiedy wjechałam do rezerwatu, poczułam od razu, że znowu jestem w świecie buszu. Moje oczy zaczęły wypatrywać sylwetek antylop za krzakami i lwów pod nimi leżacymi. Znowu wokół mnie dziesiątki dźwięków i cisza jednocześnie.
W lodgu podeszła do mnie elegancka pani o blond włosach i pięknych, niebieskich oczach. Przywitała mnie serdecznie po polsku. Nie wiedziałam wtedy, że kolejne dni i nasze rozmowy przybliżą mnie tak bardzo do historii jej niezwykłego życia.

Trzynastego kwietnia 1940 roku dziewięcioletnia Ala Kuchcińska z młodszym bratem Januszem i mamą została wywieziona na Syberię. Jej ojcu, przedwojennemu sędziemu, udało się uciec i uniknąć okrutnych przeżyć w Rosji.
Po trzydziestu dniach, spędzonych w zwierzęcych warunkach w jadącym na północ wagonie, rodzina Kuchcińskich znalazla się w pierwszym, z kilku do jakich trafili, obozie dla Polaków.
Życie w namiotach ocieplanych torfem wśród stepów. Kradzież soli, aby przetrwać. Sprzedaż garnituru ojca za 600 rubli, aby uciec, wyjechać dalej. Tyfus mamy i brata w obozie w Teheranie. Rozłąka, radość z tego, że żyją. Opowieści Ali warte są książki.

Na statku wiozącym polskie sieroty do RPA, do Outshoorn, znalazła się również rodzina Kuchcińskich. Przez Mozambik trafili do Północnej Rodezji, najpierw do Lusaki, później do Livingstone. W Livingstone Ala miała 18 lat i piękne, białe warkocze. Była nianią. Z dzieckiem w wózku zobaczył ją po raz pierwszy Lolly Sussens, syn znanego białego myśliwego. Zastanawiał się wtedy czy jest mężatką.
Życie Lolliego do tej pory nie było łatwe i może dlatego postanowił zaryzykować wiele dla pięknej blondynki o niebieskich oczach. Za pożyczone pieniądze kupił w Livingstone hotel, aby Ala odeszła ze swojej kolejnej pracy, z piekarni Frascati i aby mógł ją utrzymać. To wtedy rozpoczęła się ich wspólna droga. Droga, której efektem jest dwóch synów Ian i Chris, o których Ala mówi: Janek i Krzyś. Droga, której efektem jest powstanie Tshukudu.

Zmieniali miejsca, w których mieszkali, zmieniali pomysły, ale zawsze byli w czymś pierwsi.

W Zimbabwe jako pierwsi zorganizowali przejażdżki łodkami przy zachodzie słońca na rzece Zambezi. W Botswanie wygrali przetarg na otwarcie pierwszego lodgu w rezerwacie Chobe, w którym odwiedziła ich księżna Kentu po odzyskaniu niepodległości przez Bechuanaland. Jako pierwsi wpadli na pomysł organizowania słynnych „flame lily holidays”.

Wszystkie miejsca, jakie wspólnie tworzyli słynęły ze wspaniałej kuchni Ali. Tak jest do dzisiaj – w Tshukudu czekały na mnie pyszne gołąbki i sernik.
Trafili do RPA – Ala z rozrzewnieniem wspomina swój piękny dom w Neilspruit. Ale właśnie wtedy Lolly postanowił kupić na jej urodziny, 6 czerwca, farmę, która kosztowała ich wszystkie oszczędności i kolejne lata ciężkiej pracy.

Kupili Tshukudu. Dom białego nosorożca. Bo to białe nosorożce trafiły tutaj jako pierwsze.

Słuchałam jej opinii o zmianach w sposobie myślenia dotyczących ochrony środowiska, o nieodpowiedzialnym zarządzaniu farmami prowadzącym do umierania z głodu setek zwierząt, o pomyśle stworzenia Lions Breeding Project – miejsca, gdzie będą się rodzić lwy wolne od chorób nękających je w parkach narodowych. Niewątpliwie projekt okazała się wielkim sukcesem – w ciągu ostatnich 23 lat projekt zamieszkiwało ponad 350 lwów. Trafiły do prywatnych parków narodowych. Ala mówi o nich z dumą: „nasze lwy”. Część z tych lwów to sieroty – trafiają do Tshukudu jako małe koty, często kilkudniowe. Pozbawione opieki dorosłych osobników nie byłyby w stanie poradzić sobie na wolności. Zabiegi weterynaryjne i właściwa opieka mogą ustrzec te zwierzęta przed chorobami, na które masowo zapadają lwy żyjące w parkach narodowych Afryki Południowej.

Ala jest niezwykle silną osobą. Pełną pomysłów i witalności. Nie przyjmuje komplementów. „Nie miałam wyboru, to wojna nauczyła mnie przetrwania.” mówi.

„Charlie! Gdzie jesteś, Charlie?” - Ala na swojej drugiej farmie nazwanej „Sussens heaven” ma swoja ukochaną antylopę. Charlie jest elandem, największą z antylop zamieszkujących Afrykę. Nie widziałam, kiedy biegł przez krzaki do swojej pani, ale widziałam jak oboje się cieszą ze swojej obecności, kiedy Ala karmiła Charliego. Ala pozwoliła mi zobaczyć siebie i Lolliego oraz ich życie z dala od gwaru lodgu. Widziałam ją w „ich niebie” mniej zajętą, odpoczywającą. Jestem Jej za to bardzo wdzięczna.
Ale to Tshukudu jest sercem Ali Kuchcińskeij-Sussens. Mówi, że zawsze tu będzie, nawet odpoczywając więcej na drugiej farmie.

Dni w Tshukudu są podobne do siebie, a jednocześnie każdego dnia dzieje się coś nowego. Goście budzeni są o 6 rano, a po kawie czy herbacie udają się na spacer do buszu. Na spacer...z lwem. Pierwszy raz kiedy roczna Tsamu zaczęła biec w moim kierunku pomyślałam: „Mały lew, ale jednak lew!”. Tsamu witała się ze wszystkimi ocierając o nogi i zostawiając swój zapach, tak aby oznaczyć, że stajemy się właśnie jej małym stadem. Próbowała też za każdym razem swoich sił napierając na każdego z nas swoim ciałem i obserwując naszą reakcję. Trzeba jej wtedy okazać zdecydowanie i odepchnąć ją. W innym wypadku spacer z lwem uwieszonym na nodze nie należy do najłatwiejszych. Wiem o tym z doświadczenia.
Bush to nie tylko duże zwierzęta, „Wielka Piątka” jaką z pewnością spotkamy w Tshukuku – to wszystkie drzewa, krzaki, trawy i najmniejsze żyjątka. W trakcie spaceru Chris uczył nas odróżniać tropy zwierząt, wygrzebywał ogromne pająki z ich norek, opowiadał o zwyczajach geparda królewskiego – jednego z sześćdziesięciu jakie żyją w Afryce, a jeden właśnie w Tshukudu. Obserwowaliśmy zwierzęta przychodzące do wodopoju. Zawsze pod czujnym okiem prowadzących nas uzbrojonych rangerów.

Po śniadaniu i lunchu goście wyruszają specjalnymi terenowymi samochodami do buszu. Za każdym razem zbliżaliśmy się bardzo blisko do nosorożców, hipopotamów, bawołów, gnu, antylop Kudu. Szukaliśmy kilku lwów i lamparta żyjących dziko na terenie rezerwatu. Słonica Becky sama prowadziła do nas swoje jednoroczne, czterystukilogramowe maleństwo, a na powitanie w lodgu wybiegła do nas trzyletnia gepardzica – Savannah.

Ala pozwoliła mi spędzać czas w projekcie lwów. Mogłam na nie patrzeć, ich słuchać, fotografować. Myślałam o różnych sytuacjach związanych z lwami, w których w Afryce się znalazłam.

Alexander Lake był jednym z wyśmienitych tropicieli oraz organizatorów polowań w całej Afryce w latach dwudziestych, trzydziestych i powojennych. Wiele jego opinii dotyczących zachowania lwów znalazło potwierdzenie w opiniach rangerów z Tshukudu. Lew nie podejdzie do ognia; nie zaatakuje z wiatrem i daje o sobie zazwyczaj znać rykami. Gdy podchodzi, słychać jego głodowe sapanie. Kilka lat temu w Botswanie słuchałam takiego sapania kilka metrów od mojego namiotu przez chwilę, która trwała wieczność. Jednocześnie najciszej jak potrafiłam zamykałam wejście, bo wiadomo, że wszystkie koty wchodzą do otwartych namiotów.

Znalazłam zdanie Lake’a, które powtarzam gościom Moremi Africa - „W głosie ludzkim jest coś, co rodzi wściekłość w sercach niektórych lwów”.

Dlatego wystarczy na nie patrzeć i chłonąć. W delcie Okavango czy innym rezerwacie, gdzie się tropi zwierzęta chodząc po buszu, trzeba pamiętać o podstawowej zasadzie - spotykając lwa, trzeba stanąć w bezruchu. Bez względu na okoliczności, nie biec. Nawet jeżeli idzie się na spacer z Tsamu, która jest wychowana przez ludzi i do nich przyzwyczajona.

Ostatnie dwa dni spędziłam głównie na obserwacji lwów. Riaan pokazał mi parę: ona żyjąca po stronie rezerwatu Tshukudu, on po stronie parku narodowego Krugera. Między nimi płot pod napięciem. Lwy tkwiły po dwóch stronach ogrodzenia prawie bez ruchu przez trzy dni. Patrzyliśmy na nie godzinami.

W projekcie pozwolił mi wysiąść z samochodu i zbliżyć się do starego, czternastoletniego lwa – Shumba. Obserwowałam ich obu. Rangera mówiącego do lwa i pojącego go wodą. Lwa mrużącego oczy, patrzącego na rangera.

Myślałam wtedy, że w Tshukudu spełniło się kolejne marzenie mojego życia – spacer z lwem.

Wróciłam do Tshukudu dwa miesiące później na kilka miesięcy. Patrzyłam na rosnącą pietnastomiesięczną Tsamu, karmiłam ją, zaganiałam do lodgu, kiedy po spacerze wolała biegać po buszu za guźcami. Chodziłam z nią na spacery trzymając za ogon i wyskubując z niego trawy.

Kiedy widziałam ją po raz trzeci ostatniej zimy zaczęła być „dorosłym” lwem. Ma już dwa lata i za chwilę stanie się zbyt niebezpieczna, aby pozostać w ludzkim świecie, który doskonale zna. Trafi do projektu, tam gdzie mieszkają: Shumba, Matimba, Sunshine, Elsa, Nyala i Serabi. Kiedy pojadę do niej po raz kolejny, wiem że mnie już nie pozna, ale będę szczęśliwa, że ta trochę „moja” lwica żyje w spokoju, bez zagrożenia.

Zapraszam Państwa do odwiedzenia rezerwatu Tshukudu. Odnajdziecie tam wspomnienia dawnej Afryki, ciepłą atmosferę i opiekę domowników nad gośćmi, ich niezwykłą troskę o zwierzęta żyjące w rezerwacie.
16:21, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »
Miejsca w RPA warte zobaczenia

Sun City jest afrykańskim Las Vegas. Zaprojektowane przez Gary Player, pole golfowe gdzie rozgrywane Jest Milion Dollar Golf Championship, jest marzeniem każdego golfisty.
Odwiedź świat afrykańskiej fantazji i odwiedź Lost City z majestatycznymi Falami, dobrze utrzymaną dżunglą, kasynem i zabawami. North West Province jest spokojnym, wartym zobaczenia miejscem, oferuje wysokiej klasy Parki Narodowe.

Pretoria ma znaczącą, polityczą wartość, taką jak Boer Republic, angielska kolonia i apartheid. Nawet obecnie Pretoria nabrała nowego znaczenia politycznego. Tam właśnie Pierwszy demokratyczny rząd i Prezydent Nelson Mandela byli zaprzysiężeni 10 maj 1994 roku. Pretoria, znana także pod nazwą Garden City jest centrum kultury Afrykanerów, posiada najlepszą w kraju architekturę, muzea i miejsca historycznego znaczenia. Najlepiej odwiedzać Pretorię wiosną, kiedy to zakwitają purpurowo drzewa zwane Jacaranda.

Kruger Park jest największym parkiem narodowym w Południowej Afryce. Tam możesz doświadczyć wspaniałej jazdy po afrykańskich bezdrożach, zobaczysz tutaj prawie wszystkie afrykańskie zwierzęta. Są tam też prowadzone na bardzo wysokim poziomie biwaki, sklepy z pamiątkami. W Mpumalandze znajduje się bardzo malownicza, Wiktoriańska wioska - Pilgrims Rest. Założona pod koniec 19 wieku przez poszukiwaczy złota, obecnie stała się Pomnikiem Narodowym. Także oferujemy wycieczki do miejsc jak Gods Window, The Pinnacle Rock, Potholes i wiele wodospadów.

Johannesburg miał swój początek w 1886 roku. Początkowo było to osiedle zbudowane z namiotów przez poszukiwaczy złota. W ciągu kilkudziesięciu lat Johannesburg stał się największym miastem w Południowej Afryce, a to dzięki nieprawdopodobnej szybkości życia w tym mieście. Jest to miejsce drapaczy chmur i szałasów, nowoczesnej medycyny i sklepów oferujących 'muti' czyli diabelskie leki mające wpływ na ludzką świadomość. Często robione z genitali ludzkich, przykładowo 'muti' przeciwko Aids robione jest z kości pochądzących z grobów słynnych białych ludzi. W Johannesburgu jest ponad 2000 restauracji, także muzea, galerie, teatry. Niedawno otwarte zostało muzeum poświęcone Nelsonowi Mandeli i innym ludziom walczącym przeciwko apartheidowi. W okolicach miasta jest wiele innych atrakcji takich jak jeziora, parki z afrykańskimi zwierzętami i inne.

Gold Reef City
Dosłownie kilka kilometrów w kierunku południowym od Johannesburga znajduje się zabytkowe już osiedle poszukiwaczy złota. Zbudowane w stylu Wiktoriańskim, ma wiele historycznych wystaw, ukazuje afrykańską kulturę z tego okresu. Można zobaczyć tam zabytkową, zachowaną do dzisiaj w nie zmienionej formie kopalnię złota.
16:19, rpaurlop
Link Dodaj komentarz »